- Pierdol się! - wrzasnął tak, że Kimberly aż się skuliła. - Zabiję cię!

brał prysznica w łazience. Milla czuła, że jest w domu sama.
przestawał działać, równie dobrze mogła dostać okresu z
cieszę się, że McKenzie zniknął z naszego życia. Zaczynał okazywać Cassidy względy, a wiesz jak to jest z takimi typami. Zawsze starają się znaleźć przyzwoite dziewczyny, zamiast zadawać się z plebsem, chociaż tam ich miejsce. - Jego brat jest taki sam - zgodziła się Geraldine. - Nie, Chase jest trochę inny - zauważyła Dena. - Zna swoje miejsce i ciężko pracuje. Rex pożyczył mu pieniądze na studia. Chłopak pracuje u niego, żeby spłacić pożyczkę. Nabrał rozumu. Szkoda, że Brig jest jego bratem. Zawsze będzie stał mu na drodze. - A Rex się pozbiera? - spytała grzecznie Geraldine. - Nie wiem. Uwielbiał Angie. Prawdę mówiąc, była jego ulubienicą. Mam tylko nadzieję, że teraz uświadomi sobie, jakie to szczęście, że ma Cassidy. Ada przyznała jej rację. - To cudowna dziewczyna. Może powinnam zasugerować Bobby’emu, żeby zaprosił ją na randkę? - Byłaby zachwycona. Cassidy wzdrygnęła się na samą myśl o tym. - Mogliby sobie nawzajem pomóc przez to przejść. Nie ma mowy! - Racja. Tak jak Felicity i Derrick - zauważyła Geraldine. Cassidy oczami wyobraźni widziała uśmiech matki. - Dobrze byłoby przekonać Reksa, żeby zwolnił tego półgłówka Williego. Wiesz, że on widział ten pożar? Podobno był świadkiem całego zajścia. Ale kto to może wiedzieć? On lubił Briga. Nie zdziwiłoby mnie wcale, gdyby się okazało, że Brig go w to wszystko wciągnął. - Powinniście go oddać do zakładu - stwierdziła Geraldine. - Gdzie jest miejsce dla upośledzonych umysłowo - dodała Ada. - Rex nie chce o tym słyszeć. Uważa, że jest temu chłopakowi coś winien. Nie chce przyznać, że Willie jest naprawdę poważnie upośledzony. Powiem wam, że czasami Reksa nie da się przekonać. Wejdźcie. Napijemy się mrożonej herbaty. Przecież nie będziemy stały w korytarzu. Zdenerwowana Cassidy zamknęła drzwi. Randka z Bobbym Alonzo? Zaaranżowana przez jej matkę? Nie ma mowy. Zdjęła buty i włączyła radio. Z głośników popłynął stary przebój Rolling Stonesów. Zamknęła oczy i słuchała, jak Mick Jagger narzeka, że coś jest pomalowane na czarno. Rozumiała go. Nie usłyszała pukania. Gdy otworzyły się drzwi, zasłony przywarły do okien. Odwróciła się i zobaczyła Derricka. - Mogę wejść? Miał posępną minę i wyglądał mizernie, jakby schudł z dziesięć kilogramów. Wzruszyła ramionami i patrzyła, jak brat zamyka za sobą drzwi. - Boże, czuję się potwornie. - W jego zamglonych oczach pojawiły się łzy. - Angie na to nie zasłużyła. Cassidy nie odpowiedziała. Bała się, że głos jej się załamie. - Wiesz, kochałem ją. Była jak wrzód na dupie, ale ją kochałem. - Wiem. Derrick zamrugał oczami. - Przepraszam za... za tamtą noc z bronią. Nie zrobiłbym ci krzywdy. - Nie bałam się o siebie. Podszedł do regału. Stało na nim zdjęcie Cassidy i Remmingtona. Wziął je do ręki, zmarszczył brwi i spojrzał w lustro, gdzie napotkał wzrok siostry. - Tata nie powinien był zatrudniać McKenziego. - Usta Derricka zacięły się na wspomnienie Briga. - Nic by się nie stało. - Skąd wiesz. Nagle zgniótł zdjęcie. - Nie mogę uwierzyć, że jej nie ma. - Spojrzał w sufit, jakby tam szukał odpowiedzi. - Ja też nie. Odetchnął płytko i wbił wzrok w Cassidy. - Zabiję go. Przysięgam, że go zabiję gołymi rękami. - Nawet jeżeli jest niewinny? - Nie jest. - Derrick prychnął. - Ten bydlak jest winny i któregoś dnia za to zapłaci. Cassidy czuła się jak kryminalista, gdy przywiązywała starą klacz do drzewa w pobliżu tartaku. Czekała w ukryciu na koniec zmiany. Brudni mężczyźni, oblepieni trocinami, zdejmowali kaski, palili papierosy, śmiali się i żartowali. Przez bramki zamykane na łańcuch wychodzili na parking.
czego - jak sądziła - Diaz z pewnością by nie chciał. Nie chciał albo
- Powiem ci po drodze. Zarezerwowałem dla nas pokoje w
zorganizowaną w celu zbierania funduszy. Tym razem w Dallas.
wypadku mogliby nawet obaj skończyć w więzieniu, w Stanach albo
że nie może tego zrobić, że musi się opanować; przycisnęła trzęsące
Nie wiedziała, gdzie ten facet mieszka, ile ma lat, czy
No jasne, pomyślała. Nie może ot, tak sobie wyjechać na kilka
złapać ich za te puste łby i walnąć mocno o solidną ścianę.
101
pomyślała, miała ochotę walnąć go jeszcze raz.
spytała Milla, tylko częściowo żartując; zerknąwszy do środka,

obory dla sąsiadów na tak długo, jak było trzeba. Miasteczko wracało do życia.

Mieli przed sobą długą drogę powrotną do Boise. Choć Milli nie
zimniejsze. Ale język Diaza był ciepły, a pocałunek delikatny, wręcz
szczególnie wieczorem. Większość stanowili tacy mężczyźni, z

Milla jest przyjaciółką, ale w istocie nikt by w to nie uwierzył. Każdy,

Rainie zawahała się, lecz w końcu powiedziała:
- Pocieszający jest fakt - powiedziała - że niektóre z tych gazetek prowadzone
- Rainie...

doskonale pasuje do zbrodni. Ludzie upewnią się, że Diaz nie zmiękł.

bezczelnie, żeby O’Grady się nie przejmował. „Po szkole dopiero zacznie się prawdziwa
Matka krzyknęła: Jesteś taka sama jak ojciec!
kwieciste zasłony były szyte ręcznie, biała pościel pachniała czystością, a dywany codziennie